Czy wiedziałeś że?? Warto wiedzieć…Umowa na trzy miesiące to luksus. Teraz pracowników wynajmuje się na godziny

Pracują na telefon – muszą czekać na sygnał od szefa, stawić się w firmie i wtedy rozpocząć wykonywanie zadań. Jeśli im się poszczęści, mogą przepracować nawet pełny wymiar czasu w danym okresie, np. 40 godzin w tygodniu. Ale równie dobrze może zdarzyć się miesiąc, w którym pracodawca nie zadzwoni i nie zarobią nic.

pobrane

 

Zapożyczone z niemieckiego słowo „arubaito” po japońsku oznacza fuchę, chałturę, dorywczą pracę. Zatem określenie „arbeiter” Japończycy połączyli z angielskim słowem „freelancer” i tak oto powstał „freeter”, czyli młody człowiek, który – z własnej woli lub z braku etatów – pozostaje bez stałego zatrudnienia. Na całym świecie są ich już miliony. Brak takiej stabilności – w zależności od szerokości geograficznej – może przejawiać się w różny sposób. W Polsce, która jest europejskim liderem pod względem stosowania czasowego zatrudnienia, najczęściej polega na zastępowaniu umów o pracę kontraktami cywilnoprawnymi lub samozatrudnieniem. W Stanach Zjednoczonych, w których prawo pracy jest znacznie bardziej liberalne, może wynikać z faktu, że zatrudnienie bardzo łatwo i szybko można zakończyć. A w Bangladeszu zatrudnieni godzą się na jakiekolwiek warunki zarobkowania, bo najczęściej nie mają wyboru, a na ich miejsce natychmiast można znaleźć zastępstwo.

W USA mówi się o „gig economy”. Do zobrazowania obecnej niestabilności stosunków pracy zapożyczono określenie, które dotyczyło zatrudniania artystów na jednorazowe występy – tłumaczy Jan Rutkowski, główny ekonomista Banku Światowego ds. rynku pracy.

Ta niestałość zatrudnienia w ostatnich latach zyskuje jednak kolejny odcień. Nie chodzi już tylko o to, aby firma była jak najluźniej związana z kimś, kto dla niej wykonuje zadania. Idealny pracownik to taki, który wykonuje obowiązki tylko wtedy, gdy zatrudniający tego potrzebuje. Sposobów na takie zatrudnienie jest wiele – firma może skorzystać z usług agencji pracy tymczasowej i „wypożyczać” pracowników niezbędnych w danej chwili. Może stosować elastyczny czas pracy, czyli coraz powszechniejsze rozwiązania umożliwiające dostosowanie godzin wykonywania obowiązków do potrzeb firmy oraz pracownika. Całkiem niedawno wprowadzoną metodą jest tzw. umowa zero godzin (0 hours contract). Zatrudnionych na jej podstawie wzywa się do pracy tylko wtedy, gdy firma ich potrzebuje i płaci im się tylko za przepracowany czas. To forma zatrudnienia stosowana w niektórych krajach zachodnioeuropejskich, ale pierwsze przypadki jej wykorzystywania odnotowano już także w Polsce. W dobie globalizacji nasz rynek pracy nie jest bowiem odrębną wyspą, której nie dotyczą dynamiczne zmiany. Każdy pracownik powinien być teraz elastyczny, mobilny i otwarty na zdobywanie nowych doświadczeń. W przeciwnym razie trafi do kasty pracowników na żądanie – czyli tych, po których sięga się tylko w razie potrzeby, a nie przyjmuje na stałe.

Na telefon

Najczystszą formą pracy na wezwanie jest wspomniane zatrudnienie na podstawie umowy zero godzin. Polega ono na tym, że obie strony nie ustalają wymiaru czasu pracy, przez jaki dana osoba ma wykonywać obowiązki. Podwładni zobowiązują się być w dyspozycji wobec firmy i świadczyć pracę w razie zgłoszenia takiej potrzeby przez pracodawcę. Są pracownikami na telefon – muszą czekać na sygnał od szefa, stawić się w firmie i wtedy rozpocząć wykonywanie zadań. Jeśli im się poszczęści, mogą przepracować nawet pełny wymiar czasu w danym okresie (np. 40 godzin w tygodniu). Ale równie dobrze może zdarzyć się miesiąc, w którym pracodawca nie zadzwoni i nie zarobią nic.

Taki rodzaj kontraktu stał się szczególnie popularny w Wielkiej Brytanii w okresie ostatniego kryzysu ekonomicznego (z lat 2008–2009). Z danych brytyjskiego urzędu statystycznego (ONS) wynika, że na koniec 2014 r. w takiej formie zatrudnionych było 700 tys. osób (z badań Chartered Institute of Personnel and Development wynika, że może być to nawet 1 mln zatrudnionych). W niektórych branżach (np. gastronomii i hotelarstwie, ochronie zdrowia, edukacji) tacy pracownicy stanowili bądź stanowią już ponad 10 proc. wszystkich zatrudnionych, a w niektórych firmach – nawet 90 proc. ogółu załogi (np. w McDonald’s i Sports Direct).

Wzmaga się jednak krytyka takiego zatrudnienia. Podnoszony jest przede wszystkim zarzut, że jest to rozwiązanie asocjalne. Wiele firm – ze względów wizerunkowych – deklaruje, że nie stosuje takich umów – tłumaczy prof. Łukasz Pisarczyk z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Ta szczególna asocjalność przejawia się przede wszystkim w tym, że zatrudnionym na podstawie kontraktu zero godzin nie przysługuje choćby minimalna gwarancja zarobków. Jeśli szef nie zleci pracy przed dłuższy okres, pracownik – który musi przecież pozostawać w jego dyspozycji – nie otrzyma wynagrodzenia (zdarza się też, że firmy – wbrew przepisom – nie płacą takim osobom wynagrodzenia za czas urlopu). To oznacza ogromne ryzyko dla podwładnego i powoduje inne problemy ekonomiczne, np. kłopoty z uzyskaniem kredytu bankowego. Jednocześnie możliwość stosowania takich umów wpływa na cały rynek pracy. Brytyjskie związki zawodowe, które przeciwstawiają się kontraktom zero godzin, podkreślają, że firmy wykorzystują prawo do wprowadzenia takich kontraktów jako formę presji na zatrudnionych (grożą ich stosowaniem, jeśli pracownicy nie ograniczą swoich żądań odnośnie np. do wynagrodzenia lub warunków pracy).

8417352-mezczyzna-w-pudelku-900-599

Na elastyczność

Inną metodą na sięganie po pracownika w razie potrzeb jest elastyczny czas pracy. Pod tym szeroko rozumianym pojęciem kryją się różne systemy organizowania godzin wykonywania obowiązków. Jest więc np. system przerywanego czasu pracy (przewidujący w ciągu doby przerwę w pracy nie dłuższą niż 5 godzin; płatną w wysokości połowy wynagrodzenia) albo pracy weekendowej (w ramach której obowiązki świadczy się tylko w piątki, soboty, niedziele i święta). Teoretycznie rozwiązania te mają służyć firmom i zatrudnionym. Te pierwsze mogą swobodniej organizować pracę (nie tylko w ramach sztywnych dniówek), a ci drudzy – łatwiej godzić obowiązki zawodowe z tymi rodzinnymi. W praktyce równowaga taka nie zawsze jest zachowana. Elastyczne rozwiązania mogą bowiem stać się sposobem na dopasowanie czasu pracy do potrzeb firmy kosztem zatrudnionego. Dla przykładu przepisy w Polsce przewidują możliwość ustalenia podwładnemu indywidualnego rozkładu czasu pracy. Dzięki temu zamiast pracować pięć dni w tygodniu po osiem godzin, może on np. wykonywać obowiązki przez cztery dni, ale po 10 godzin. Z raportu „Elastyczne formy zatrudnienia – skutki społeczne i ekonomiczne” (przygotowanego w ramach projektu Obserwatorium Dolnośląskiego Rynku Pracy i Edukacji) wynika, że pracodawcy potrafią wykorzystać to rozwiązanie do stosowania pracy na wezwanie. Jeden z respondentów badania tak to opisuje: „Dostawałem zadanie, które miało być gotowe za trzy dni, więc siedziałem w pracy po 13–14 godzin, żeby się wyrobić, a miałem płacone za osiem. Z drugiej strony, kiedy akurat nie było pracy, kierownik mówił mi, że do końca tygodnia mogę do firmy nie przychodzić. Na koniec miesiąca miałem podliczane te godziny, no i oczywiście nie płacono za te dni, w których nie kazano mi pojawiać się w zakładzie”.

Sytuacji tej nie da się oczywiście porównać z osobami zatrudnionymi na umowie zero godzin. W omawianym przypadku pracownik powinien mieć określony wymiar czasu, który ma przepracować. Jeśli uważa, że pracodawca złamał przepisy, może zawiadomić Państwową Inspekcję Pracy lub dochodzić swoich praw przed sądem.

Na agencję

Jeszcze innym sposobem na pozyskanie zatrudnionego w razie konkretnej potrzeby (i bez wiązania się na stałe) jest korzystanie z pracy tymczasowej. Polega ona na kierowaniu podwładnych do czasowego wykonywania zadań w innych firmach. Osoby wypożyczane są pracownikami agencji, lecz zatrudnionymi do wykonywania zadań na rzecz i pod kierownictwem pracodawcy użytkownika, czyli firm wypożyczających do pracy tymczasowej. Tych ostatnich w ubiegłym roku było 14,6 tys., czyli o ponad 600 więcej niż w 2013 r. Z kolei liczba samych pracowników tymczasowych wzrosła o 140 tys. (do 699,3 tys.).

Taka forma zatrudnienia bije rekordy popularności, bo jest wyjątkowo atrakcyjna dla firm – pracodawcę nie łączy z podwładnym żadna umowa (formalnie nie jest on jego pracownikiem). Jeśli przedsiębiorca dostrzega zapotrzebowanie, zgłasza się do agencji i wypożycza interesujące go osoby. Spośród 1,9 mln umów o pracę tymczasową w ubiegłym roku najwięcej (aż 676 tys.) zawierano z osobami wykonującymi prace proste, magazynierami (175 tys.), pakowaczami (119 tys.), operatorami maszyn i urządzeń (86 tys.).

Jednocześnie nie można zapominać, że uprawnienia pracownicze takich zatrudnionych są znacznie okrojone (m.in. okres wypowiedzenia ich umów jest krótszy; nie przysługuje im szczególna ochrona przed zwolnieniem, np. ze względu na ciążę). Dodatkowo większość z nich nie jest zatrudniona na podstawie umowy o pracę, lecz cywilnoprawnej (389 tys., czyli 56 proc.). Tym podwładnym przysługuje jeszcze mniej przywilejów.

– usług agencji – zauważa prof. Pisarczyk.To prosty sposób na zapewnienie zatrudnienia na elastycznych warunkach i tylko do realizacji konkretnych potrzeb. Nie można jednak zapominać o wadach takiego rozwiązania. Podstawową jest to, że pracodawca nie wie, kto zostanie skierowany do wykonywania obowiązków w jego przedsiębiorstwie. A to często kończy się tym, że nie jest zadowolony z jakości pracy i rezygnuje z usług agencji.

Do zmiany

Wszystkie sposoby na elastyczne organizowanie pracy mają jednolite źródło – globalizującą się gospodarkę. – Jedną z głównych przyczyn upowszechnienia się niestałych form zatrudnienia jest zwiększone tempo prowadzenia działalności gospodarczej. Firma musi szybko reagować na zmiany rynkowe, aby zachować konkurencyjność. Istotne znaczenie ma też rozwój sektora usług oraz nowoczesnych technologii, które zmieniają tradycyjny model miejsca i zasad świadczenia pracy. Koszty globalnej konkurencji ponoszą także pracownicy – podkreśla Jan Rutkowski.

Jego zdaniem nie ma prostej recepty na wszystkie społeczne bolączki, jakie wiążą się z takimi zmianami. Można oczywiście zakazywać elastycznej pracy, co w krótkiej perspektywie byłoby korzystne dla tych osób, które utrzymają etaty. Ale jednocześnie pewne byłoby to, że część miejsc pracy w takiej sytuacji zostałaby zlikwidowana. To z kolei oznaczałoby wzrost bezrobocia i marginalizację części pracowników o niższych kwalifikacjach i mniejszym doświadczeniu, dla których elastyczne umowy są często główna formą wejścia na rynek pracy i uzyskania zatrudnienia.

Dlatego, jeśli chcemy mieć panowanie nad swoim życiem, mieć przede wszystkim przewagę nad innymi, aby w końcu nie ktoś zarabiał dzięki nam i nas zatrudniał na jakichś śmiesznych zasadach, zamiast dać nam umowę o pracę, z konkretną stawką…nie tylko kiedy jesteśmy potrzebni wtedy pracodawca albo dzwoni do nas, albo daję nam pracy na dwa dni w tygodniu, lub pracujemy na prowizje nie wiadomo jak długo, ile godzin itd.

W Klubie Noricum nie ma takich zasad, każdy dostaje tyle gotówki konkretnie ile się należy za wykonanie konkretnej pracy, tyle czasu ile poświęci swojemu biznesowi (o biznesie można poczytać i posłuchać tutaj   https://ewanowosielecka.wordpress.com/2015/11/15/1058/, https://ewanowosielecka.wordpress.com/2015/11/11/grupa-zakupowa-inwestorow-klubu-noricum-2/ ).

Warto wziąć sprawy w swoje ręce ! Pomyśle o sobie i swojej przyszłości. Czy chcemy być nie zależni, czy chcemy do końca życia, być tresowani przez swoich pracodawców. Dlaczego by nie być szefem samego siebie, a jednocześnie mieć samemu panowanie nad swoim życiem, nie być zależnym od nikogo innego !

Pozdrawiam Ewa Nowa

images-2

villeroy-boch_investor_overview

Zapraszam na spotkanie Klubu Noricum, jutro w czwartek o 20:00, na żywo.

Czwartek 18 listopada,  na żywo 20:00

Posłuchaj i zobacz jak my dołączyliśmy do ludzi mających przewagę, będąc w Klubie Noricum. Dołącz do nas !

Dołącz do najlepszych ! 

http://login.meetcheap.com/conference,70950162

Login: TwojeImię264 np Anna264

Zapraszam- Ewa Nowa-Dyrektor Regionalna Klubu Noricum, mikro przedsiębiorca.

1057

pobrane (1)

Jeśli chcesz otrzymać dostęp do własnego depozytu złota, bo tylko to jest bezpieczne na wypadek upadłości banków, systemu emerytalnego i głodowych emerytur, na terenie Austrii kliknij w link poniżej i „ZAŁÓŻ WŁASNY DEPOZYT ZŁOTA”.

Załóż własny depozyt złota i zacznij oszczędzać  !!

KLIKNIJ W LINK:  http://264.klubnoricum.pl/

Źródło:

http://gospodarka.dziennik.pl/?gclid=Cj0KEQiA4LCyBRCY0N7Oy-mSgNIBEiQAyg39tlLJ9sDMX6Zp-e8g44tnzyVyHVrn9ChHj0tM2ZA_TTUaAjy68P8HAQ

Reklamy
Kategorie:

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s